BMW M6 Cabrio
Sprawa jest jasna. M6 cabrio to pierwszy otwarty model tej serii w wersji M. Ale nie tylko. M6 cabrio to też najszybsze BMW bez dachu w historii firmy. A pod maską serce z tytułem międzynarodowego silnika roku 2006. Boże, co za mieszanka!
Wizualnie jest, jak jest. Seria 6 pozostała brzydka, koślawa i przestylizowana. W wersji M dochodzą jeszcze ohydne tylne zderzaki wykonane z karbonu (podobnie jak przednie, tylko nieco ładniejsze), zachwycające 19-calowe koła i krzykliwie pretensjonalne dwie pary tłumików. Nie ma się nad czym zachwycać. Co najwyżej można się przestraszyć.
Pod maską drzemie dziesięć cylindrów w układzie V, 4999 cm sześciennych oraz 507 KM. Dochodzenie do orgazmu, znaczy do setki, trwa zaledwie 4,8 sekundy. Prędkość maksymalna jest ograniczona elektronicznie do 250 km/h. Po co?! Gdyby nie elektroniczny kaganiec i poprawność polityczno-ekologiczna, samochód pojechałby ponad 300 km/h. W powrocie do rzeczywistości pomogą monstrualnie olbrzymie hamulce. Te z przodu mają rozmiar 374, te z tyłu 370 mm.
7-biegowa sekwencyjna skrzynia biegów posiada 5 ustawień w trybie automatycznym i 6 ustawień w trybie manualnym. Daje to razem 11 trybów pracy różniących się prędkością zmiany biegów. Nie lepiej byłoby zrobić jeden tryb, który zmienia przełożenia w oka mgnieniu? Albo nawet szybciej?
Jak to bywa u BMW, M6 ma napęd na tylne koła oraz idealny rozkład masy. Gdyby nie przednie błotniki wykonane z materiału lżejszego niż aluminium (Thermoplastic) oraz szerokie zastosowanie aluminium, nie udałoby się osiągnąć remisu 50:50 miedzy przednią a tylną osią. Takiego wyniku nie uświadczysz na tym mundialu. Ani na następnym. Choćby nie wiem co!
Dach składa się z trzech warstw i jest tak zaprojektowany, aby profil coupe i cabrio był identyczny. Srodkowa warstwa to pianka, która zapewnia komfort termiczny i akustyczny na poziomie wersji ze stałym dachem. Wszystko pięknie, szybko, nowocześnie i bardzo high-tech. Gdyby tylko Niemcy popracowali nad wyglądem...









FOTO: BMW
|